[opinia dotyczy pokazu seansu w Łodzi dnia 15.10.2009]
Olga Ptak (Dziennik Teatralny Łódź)
Źródło: http://www.teatry.art.pl/n/czytaj/15997
(…)
Najdziwniejszym punktem dnia był udział w „światowej odsłonie inter-psychicznego seansu subliminalnego, działającego w przestrzeni zachwianego komunikatu frenetycznych tautologii” (jak głosił program rozdawany przed występem Teatru Napięcie). Aby zobaczyć to przedstawienie każdy z widzów musiał wypełnić oświadczenie zgody na stymulację układu nerwowego (to nie żart), zawierającą m.in. zakaz wchodzenia na salę obejmujący kobiety w ciąży, chorych na padaczkę, ludzi z arytmią serca, czy z rozrusznikiem serca, a także chorych psychicznie. Spektakl „Opera Dożynki” Teatru Napięcie polegał na „stymulowaniu wyobraźni widzów za pomocą generowania formalno-technicznych środków opartych na wizualno-akustycznych częstotliwościach z zakresu 4-15 Hz”. O co w tym wszystkim chodzi? Otóż przedstawienie odbywa się w nietypowej przestrzeni – widownia znajduje się pomiędzy dwoma podestami, na których ustawione są białe domki, miejsce gry. Jednak już na początku trzeba się zdecydować – do jednej sceny siadamy przodem, do drugiej placami (po przerwie następuje zamiana miejsc, by objąć całość komunikatu). Każdy z widzów zakłada słuchawki (ma to na celu odcięcie jednostki od otoczenia), w których słychać czytane z nienaganną dykcją fragmenty prozy poetyckiej „Konwój. Opera” Andrzeja Sosnowskiego z wklejonymi w tle utworami muzycznymi lub samplami znanych przebojów (m.in. „While My Guitar Gently Weeps” The Beatles czy „Orgasm” Prince’a). W warstwie fabularnej przedstawienie dotyczy kryzysu wieku średniego oraz trudnych relacji damsko-męskich. Na obu scenach-domkach widzimy kobietę i mężczyznę, którzy próbują żyć ze sobą na małej przestrzeni. Ich wzajemne stosunki układają się bardzo różnie. W pewnym momencie światła zaczynają mrugać wprowadzając niepokój, co w połączeniu z warstwą dźwiękową wywołuje uczucie dyskomfortu, stanowiąc jednak niezapomniane przeżycie – niekoniecznie mające cokolwiek wspólnego z teatrem. O „Operze Dożynki” można było przeczytać w gazecie festiwalowej: „Mechaniczne (od mechaniki funkcjonowania) wpływanie na mózg odbiorcy przypomina mi promienniki entuzjazmu z dzieła Strugackich [książka „Przenicowany świat” autorstwa Arkadija i Borysa Strugackich zawierająca rozważania na temat społecznej roli i moralnych obowiązków jednostek myślących - przyp. red.]. Zła to sytuacja, kiedy jakakolwiek forma komunikacji – na przykład teatr – ‘dopalana’ jest takim ‘aromatem identycznym z naturalnym’. Odziera się w pewien sposób widza z jego własnego odbioru, niewątpliwie modulując percepcję. (…) na wszelki wypadek zacznę intensywnie gromadzić dobra kultury, jeśli sztuka w przyszłości ma tak wyglądać” (Marcin Foks, „Masaraksz…”, [w:] „ŁóPTAK” – Gazeta XXII Łódzkiego Przeglądu Teatrów Amatorskich, nr 1, s. 1). Trudno nie zgodzić się z autorem artykułu. Do podobnego wniosku doszło także jury, którego członkowie nie podpisali zgody na stymulację układu nerwowego i na spektakl nie poszli, uznając, że skoro twórcy przedstawienia chcą przerzucić odpowiedzialność za swoje dzieło na odbiorcę, to oni serdecznie dziękują. (…)
tekst z dnia: 19 października 2009


