[...] Równie frapująca była “Opera dożynki” Teatru Napięcie (który notabene pierwszego dnia wywołał… zwarcie w instalacji elektrycznej). Przedstawienie można uznać albo za nieporozumienie, albo za projekt wybitny. Autorzy zastosowali takie eksperymenty, jak: brak komunikacji między publicznością oraz oddzielenie słowa i obrazu za pomocą słuchawek, niewielka i podzielona na dwie części widownia ustawiona en face do sceny. W wy-izolowanych warunkach oglądamy fantastycznie groteskową grę aktorów, która upodabnia się do tej z kina niemego. Słowa lektora pozostają te same, zmieniają się bohaterowie i ich czynności. Jeśli ktoś rozumie tę grę znaków i znaczeń, w której samoczynnie powstają kolejne warstwy narracji, to zanurzy się po pachy w dziwacznym teatralnym filmie. [...]
Z tekstu:
“Bunt już bez koktajli Mołotowa”;
autor:
Sylwia Hejno;
źródło:
Kurier Lubelski, 2009-11-30, 20:23:33
LINK_DO_ŹRÓDŁA